wtorek, 5 grudnia 2017

Dziesięć pomysłów na świąteczne prezenty z Gruzji


Ho, ho, ho... wielkimi krokami zbliża się Boże Narodzenie, a z nim także czas wzmożonego zapotrzebowania na prezenty. Macie wśród znajomych kogoś zafascynowanego Gruzją? Chcecie kogoś zarazić gruzińskim bakcylem? Oto moje propozycje na świąteczne podarunki, które na pewno przypadną do gustu każdemu gruzino-filowi.

Tak zapakowanymi czekoladkami nikt nie pogardzi


Jeśli wybieracie się do Gruzji i macie możliwość przywiezienia czegoś stamtąd, proponuję zainwestować w następujące prezenty:


1. Gliniane naczynia lub figurki


Tak dużego wyboru ręcznie wykonanych i pięknie zdobionych glinianych naczyń, w dodatku za tak niewielkie pieniądze, nie widziałam nigdzie w Polsce. Mogą one stanowić dekorację, ale mogą równie dobrze być wykorzystywane w życiu codziennym- do zapiekania potraw w piecu lub np. przechowywania owoców, orzechów lub cukierków. Sama z nich korzystam i gorąco polecam!


2. Oryginalne sosy, przyprawy i herbaty


Pozostając w tematyce kuchennej: gruzińskie sosy i przyprawy będą na pewno mile przyjęte przez każdego wielbiciela kuchni gruzińskiej. Tkemali, adżika, sól swańska, szafran imeretyński- o tak, tego w polskim supermarkecie nie kupicie! Podobnie z gruzińskimi herbatami- z roku na rok zyskują na jakości, więc swojską mieszankę można bez wstydu podarować znajomym.


3. Rogi na wino


Nie ma już chyba bardziej gruzińskiego prezentu. Hm, z prawdziwymi rogami jest trochę problemu, bo różnie mogą do nich podchodzić nasze przepisy celne, ale już gustowny komplet rogów glinianych to bardzo fajny, charakterystyczny dla regionu podarunek.



4. Części odzieży- czapeczki, t-shirty, paski



Piękne ręcznie haftowane czapeczki, szale z motywami ludowymi, futrzane lub wełniane czapki, ewentualnie nawet dobrze zrobione t-shirty z gruzińskimi nadrukami na pewno zachwycą każdego miłośnika tego kraju.




5. Ikona



W Gruzji znaleźć można naprawdę piękne obrazki religijne. Mam na myśli oczywiście współczesne obrazy lub kopie dawnych arcydzieł. Mają w sobie wiele uroku i będą cennym prezentem dla kogoś, kto dobrze się czuje w takich klimatach.



Nieco trudniej będzie, jeśli do Gruzji się w najbliższym czasie nie wybieracie. Tu jednak też sytuacja nie jest beznadziejna. Od jakiegoś czasu na naszym rynku pojawia się coraz więcej gruzińskich produktów, więc spokojnie da się coś wybrać, czy to w sklepach, czy w internecie. Oto moje propozycje (nie podaję konkretnych marek wyrobów, aby nie uprawiać kryptoreklamy):

1. Gruzińskie wina


Noooo, tego produktu nie muszę zachwalać. W naszych sklepach znaleźć można coraz więcej wariantów gruzińskich win, zatem znajdziecie coś dla każdego gustu- białe, czerwone, słodkie, wytrawne- wystarczy poszukać.






2. Książka

źródło: internet

 W ostatnim czasie pojawiło się u nas wiele książek o Gruzji, zarówno tych kulinarnych, jak i podróżniczych. Jestem przekonana, że przepisami kuchni gruzińskiej zachwyci się każdy miłośnik gotowania i będzie to prezent trafiony.








3. Magnesy na lodówkę, zestaw gruzińskich pocztówek, breloczek

 
Tutaj trzeba będzie sięgnąć w czeluście internetu i poszukać trochę na portalach aukcyjnych- zapewniam jednak, że gruzińskich drobiazgów tego typu znajdziecie tam mnóstwo.





4. Płyta z gruzińską muzyką 

Nie ma chyba nikogo, kto nie zrobiłby wielkiego "wow" po wysłuchaniu tradycyjnego gruzińskiego śpiewu polifonicznego. Tu znowu odsyłam do internetu, gdzie znaleźć można odpowiednie nagrania.












5. Bilet na koncert lub zaproszenie do gruzińskiej restauracji


Na fali popularności Gruzji wyrosło w naszym kraju (głównie w większych miastach wojewódzkich) sporo restauracji serwujących tradycyjne dania kuchni gruzińskiej. Kolacja w takiej restauracji powinna przypaść do gustu zarówno tym, którzy w Gruzji już byli i zdążyli zachwycić się chaczapuri/chinkali/lobio, jak i tym, którzy o wakacjach w Gruzji dopiero myślą. Alternatywą będzie bilet na dobry koncert, który każdy prawdziwy miłośnik Gruzji przyjmie z zachwytem.


I jak, prezenty już wybrane?


sobota, 25 listopada 2017

Dziedzictwo narodowe, Dziedzictwo Światowe


Akcja "W 80 blogów dookoła świata" powraca! Tym razem będzie turystycznie, bo przyglądamy się obiektom z listy UNESCO na całym świecie. W moim artykule pokażę Wam, które z gruzińskich skarbów znalazły się na tej liście, natomiast na końcu znajdziecie linki do opowieści z innych krajów.  Serdecznie zapraszam!



Gdyby zapytać Gruzinów, co w ich kraju zasługuje na wpisanie na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, to z pewnością okazałoby się, że wszystko w tym kraju jest NAJ: najstarsze, najpiękniejsze i najbardziej godne uwagi, i z pewnością wszystko musiałoby się na tej liście znaleźć. Jednak ponieważ procedura wpisania do Światowego Dziedzictwa nie działa w ten sposób, w chwili obecnej Gruzja pochwalić się może trzeba kompleksami obiektów objętymi tym swoistym patronatem UNESCO. 



ZESPÓŁ MONASTYRÓW MCCHETY (Jvari, Sveti Cchoveli, Samtavro)

Świątynie w dawnej gruzińskiej stolicy, Mcchecie, uznane zostały za wspaniały przykład średniowiecznej architektury sakralnej Kaukazu, odzwierciedlający wysoki poziom artystyczny i kulturalny, które osiągnęło ówczesne Królestwo. 
O monastyrach Mcchety pisałam tutaj: Z widokiem na dwie stoliceMccheta


Katedra Sveti Cchoveli
Monastyr Jvari (Monastyr Krzyża)


KLASZTOR GELATI

Założony w 1106 roku Gelati jest kolejnym przykładem sztuki Złotego Wieku w średniowiecznej Gruzji- okresu, gdy była ona mocarstwem zarówno w sensie politycznym, jak i ekonomicznym. Jest to jeden z największych średniowiecznych monastyrów świata, który jednocześnie pełnił rolę klasztoru i akademii, będąc słynnym ówczesnym ośrodkiem nauki i kultury.
Więcej o klasztorze Gelati poczytacie tutaj: Paryż Kaukazu



GÓRNA SWANETIA

Kaukaski region Górnej Swanetii to wyjątkowy przykład górskiej scenerii ze średniowiecznymi wioskami i kamiennymi wieżami obronnymi. Wieże te wykorzystywane były zarówno jako budynki mieszkalne, jak i punkty obronne w przypadku najazdu wroga. 
O Swanetii pisałam już tutaj: Kierunek Mestia



Do niedawna Gruzja mogła poszczycić się jeszcze jednym obiektem figurującym na liście UNESCO- katedrą Bagrati w Kutaisi, jednak kilka miesięcy temu został on z tej listy skreślony. O powodach takiej decyzji pisałam w artykule: Katedra Bagrati a UNESCO-co poszło nie tak?

Gruzja obecna jest także na Liście Niematerialnego Dziedzictwa UNESCO- z uwagi na swą oryginalność, unikalność i ogromną wartość kulturową wpisane tam zostały:
- kultura pisania alfabetami gruzińskimi (więcej TUTAJ)
- historyczna metoda wytwarzania wina w kvevri (więcej TUTAJ)
- gruziński śpiew polifoniczny (więcej TUTAJ)
- tradycyjna gruzińska uczta supra.

Poza wyżej wymienionymi, cała masa gruzińskich obiektów, będących niewątpliwie wybitnym dziedzictwem narodowym, oczekuje na ewentualne powitanie w gronie Dziedzictwa UNESCO. Znajdują się one obecnie na tzw. "Tentative List" ("Liście Informacyjnej") i są to: katedra Alaverdi (więcej TUTAJ), twierdza Ananuri (więcej TUTAJ), mokradła i lasy Kolchidy, monastyry David Garedża (więcej TUTAJ), stanowisko archeologiczne Dmanisi, kościół i wieża Gremi, kościół Kvetera w Kachetii, region Tuszetia, katedra Nicortsminda w Raczy, katedra Samtavisi w kartlii Wewnętrznej, wioska Szatili, historyczna dzielnica Tbilisi, skalne miasto Upliscyche (więcej TUTAJ), miasto Vani w Imeretii oraz skalne miasto Vardzia (więcej TUTAJ). O wpisanie na listę Dziedzictwa Niematerialnego walczą natomiast gruzińskie zapasy.


Tutaj możecie poczytać o obiektach z listy Światowego Dziedzictwa UNESCO w innych krajach:

Austria: 
Viennese Breakfast: Austria na liście Światowego Dziedzictwa UNESCO 
Chiny: 
Biały Mały Tajfun: Lijiang
Francja: 
Demain, viens avec tes parentsUNESCO
Hiszpania:
Hiszpański dla Polaków: Katedra w Salamance i jej nietuzinkowi mieszkańcy
Irlandia:
W krainie deszczowców: Irlandzkie obiekty na liście Unesco 
Japonia:
Japonia-info.pl: Kuchnia japońska dziedzictwem światowym
Kirgistan: 
Kirgiski.pl: Obiekty UNESCO w Kirgistanie

sobota, 18 listopada 2017

Gruzińscy juniorzy na Eurowizji


Listopad nie wydaje się zbyt ciekawym miesiącem, a już na pewno nie kojarzy się z jakimiś szczególnymi wydarzeniami. Jednak tegoroczny gruziński listopad zaskakuje wielkim wydarzeniem medialnym- dziecięcą edycją Konkursu Piosenki Eurowizji, którego główny koncert odbędzie się 26 listopada w Tbilisi, a różne związane z nim wydarzenia startują w gruzińskiej stolicy już 20 listopada.




Prawdę mówiąc, do zeszłego roku nawet nie wiedziałam, że istnieje coś takiego jak Junior Eurovision. Przebiegiem konkursu organizowanego w 2016 roku na Malcie emocjonowały się jednak dosyć mocno gruzińskie media, dzięki czemu i ja nauczyłam się czegoś nowego. 

Konkurs Piosenki Eurowizji dla Dzieci odbywa się od 2003 roku i wzorowany jest na Konkursie Piosenki Eurowizji, przy czym udział mogą w nim brać reprezentanci krajów będących aktywnymi członkami Europejskiej Unii Nadawców (ale z przyczyn organizacyjnych maksymalnie 18 krajów), mający 9- 14 lat i mający obywatelstwo kraju, w imieniu którego występują. Prezentowana piosenka nie może być dłuższa niż 2 minuty 45 sekund, obowiązuje język danego kraju, dopuszczalny jest też angielski, ale nie może przekraczać 25% utworu.

Tegoroczny festiwal z udziałem wykonawców z 16 krajów odbędzie się w Tbilisi, gdyż- jak łatwo się domyślić- rok temu wygrała piosenka gruzińska. Był to utwór "Mzeo" ("Słońce") w wykonaniu Mariam Mamadashvili:






Co ciekawe, Gruzja nie pierwszy raz stawała na podium tego konkursu. W 2011 za najlepszą piosenkę uznana została "Candy Music" śpiewana przez Candy:






a w 2008 roku wygrał bardzo oryginalny utwór "Bzzzzz..." w wykonaniu grupy "Bzikebi".





W tym roku Gruzję reprezentował będzie Grigol Kipshidze z piosenką "Voice of the Heart" Myślicie, że ma szansę wygrać? Gdyby tak się stało, byłby to pierwszy przypadek w historii dziecięcej Eurowizji, gdy ten sam kraj zwyciężył dwa razy pod rząd!





Oficjalną stronę tegorocznego festiwalu znajdziecie TUTAJ.


Edit 27.11.2017: Było blisko! Gruzja zajęła drugie miejsce podczas Festiwalu Piosenki Eurowizji dla Dzieci (Junior Eurovision), który odbył się w Tbilisi 26 listopada. Reprezentant Gruzji Grigol Kipshidze uzyskał 185 punktów i do zwycięzcy- przedstawicielki Rosji Poliny Bogusevich- zabrakło mu tylko 3 punktów! Polka Alicja Rega ze 138 punktami zajęła ósme miejsce.

piątek, 3 listopada 2017

Gruziński kalendarz


Na podstawie moich dotychczasowych wpisów dotyczących języka gruzińskiego mogliście odnieść wrażenie, że ma on tylko jedno oblicze- języka nieprzystępnego i trudnego do nauki. Dla odmiany dzisiaj będzie łatwo i przyjemnie, bo przecież nie chciałabym Was tak całkiem zniechęcić do zagłębiania tajników kartuli ena!  Zajmiemy się dzisiaj kalendarzem, a konkretnie nazwami dni tygodnia i miesięcy, dla okrasy mam też trochę ciekawostek historycznych. Zaczynamy!


Dni tygodnia- კვირის დღეები (kviris dheebi)
Też tak wyglądacie w poniedziałek?


Na pierwszy ogień proponuję przyjrzeć się dniom tygodnia, bo są wręcz banalnie łatwe do zapamiętania. Popatrzmy na ich gruzińskie nazwy (uwaga! jak zwykle transliterację starałam się dopasować do rzeczywistej wymowy wyrazów a nie do oficjalnego zapisu!) :

poniedziałek - ორშაბათი (orszabati)
wtorek - სამშაბათი (samszabati)
środa - ოთხშაბათი (otchszabati)
czwartek - ხუთშაბათი (chutszabati)
piątek - პარასკევი (paraskevi)
sobota - შაბათი (szabati)
niedziela - კვირა (kvira)

Na pewno zauważyliście już, że nazwami dni tygodnia rządzi pewien wzór. I faktycznie tak jest. Ucząc się ich nazw, najłatwiej zacząć od soboty (łatwo ją skojarzyć ze znanym nam "szabatem"), zapamiętać dość łatwą nazwę niedzieli, a potem kolejne cztery dni to nic innego jak sobota plus liczba dni, która od soboty minęła- poniedziałek to sobota+2 (or-szabati), wtorek to sobota+3 (sam-szabati), środa to sobota+4 (otch-szabati) i wreszcie czwartek to sobota+5 (chut-szabati). Na koniec zapamiętujemy jeszcze nazwe piątku i tydzień mamy opanowany :)  (Przy okazji dla przypomnienia- nazwy gruzińskich cyfr i liczb znajdziecie TUTAJ).

Wymowę poszczególnych dni tygodnia poćwiczyć można z tym filmikiem:





 Gruziński kalendarz- ქართული კალენდარი (kartuli kalendari)

Tutaj też mam dobrą wiadomość! Gruzińskie nazwy miesięcy nie będą trudnym wyzwaniem dla kogoś, kto uczył się języka angielskiego, rosyjskiego lub niemieckiego. Zobaczcie sami:

styczeń - იანვარი (janvari)
luty - თებერვალი (tebervali)
marzec - მარტი (marti)
kwiecień - აპრილი (aprili)
maj - მაისი (maisi)
czerwiec - ივნისი (ivnisi)
lipiec - ივლისი (ivlisi)
sierpień - აგვისტო (agvisto)
wrzesień - სექტემბერი (sektemberi)
październik - ოქტომბერი (oktomberi)
listopad - ნოემბერი (noemberi)
grudzień - დეკემბერი (dekemberi)

Nie było trudno, prawda? Przy okazji potwierdziły się też moje obserwacje związane z wszechobecnością literki "i" w języku gruzińskim (pisałam o tym TUTAJ).

W nauce wymowy pomoże Wam ten filmik:




 Pory roku - სეზონები (sezonebi)

Do kalendarzowego kompletu zostały nam jeszcze cztery słówka- nic trudnego, prawda?

wiosna - გაზაფხულ (gazapchuli)
lato - ზაფხული (zapchuli)
jesień - შემოდგომა (szemodgoma)
zima - ზამთრი (zamtari)

Na podstawie tej grafiki można sobie fajnie poćwiczyć przyporządkowanie miesięcy do pór roku:






A teraz przechodzimy do obiecanych ciekawostek historycznych. Zawsze bawiła mnie polska nazwa miesiąca "listopad = liść opadł"; podobnie zresztą jak nazwa "kwiecień" pochodząca od kwiatów, "grudzień" od grudy, czy "październik" od paździerzy. W internecie dokopałam się do informacji, że według tradycyjnego starożytnego kalendarza gruziński rok zaczynał się między sierpniem a wrześniem, a dawne nazwy gruzińskich miesięcy również miały bardzo ciekawe pochodzenie:

wrzesień - ახალწლისა ენკენისთვე (achalclisa enkenistve) - miesiąc nowego roku
październik - ღვინობისთვე (ghvinobistve) - miesiąc wina
listopad - გიორგობისთვე (giorgobistve) - miesiąc św. Jerzego
grudzień - ქრისტეშობისთვე (kristeszobistve) - miesiąc Chrystusa
styczeń - აპნისი (apnisi) - miesiąc obrotu
luty - სურწყუნისი (surcchunisi) - miesiąc oczyszczenia
marzec - მირკანი (mirkani) - siódmy miesiąc/ miesiąc tajemnicy
kwiecień - იგრიკი (igriki) - tu niestety nie znalazłam znaczenia :(
maj - ვარდობისთვე (vardobistve) - miesiąc róż
czerwiec - თიბათვე (tibatve) - miesiąc koszenia
lipiec - მკათათვე (mkatatve) - miesiąc żniw
sierpień- მარიამობისთვე (mariamobistve) - miesiąc Maryi




środa, 25 października 2017

Krowy, świnie, konie i inni użytkownicy dróg





43. odsłona akcji "W 80 blogów dookoła świata" to temat związany ze zwierzętami w kontekście nauki języków obcych. W oparciu o ten temat poznacie zatem sporo ciekawych słów ze świata przyrody, okraszonych informacjami z różnych krajów. Zapraszamy!







Na początek dzisiejszego wpisu zapraszam do zapoznania się z gruzińskimi nazwami najbardziej popularnych zwierząt. To praktyczne ćwiczenie pozwoli mi wprowadzić Was w bliską mojemu sercu  tematyką zwierzęcą, przedstawi też bohaterów dalszej części wpisu. 
A zatem ćwiczymy! 






O zwierzętach pisałam już na tym blogu kilka razy, bo i temat jest nierozerwalnie związany z Gruzją. Pamiętacie jeden z pierwszym moich wpisów- ten o gruzińskich "świętych krowach"? (do poczytania TUTAJ) Obserwacje poczynione już na samym początku mojej gruzińskiej przygody potwierdzały się z każdym tygodniem, a miejsca, w których spotykałam pasące się spokojnie krowy, były bardzo urozmaicone. Trawnik w centrum 50-tysięcznego Zugdidi, plaża w Anaklii, chodnik w centrum Cziatury.... i oczywiście drogi. W tym kontekście kwestia zwierząt dotyczyła mnie bezpośrednio. Lawirowanie między sporymi stadami dostojnie przemieszczających się lub rozłożonych na asfalcie krów było dla mnie w Gruzji jednym z najbardziej upiornych elementów poruszania się po drogach. W zdecydowanej większości przypadków krowy poruszają się samodzielnie, bez towarzystwa pastuchów, i co ciekawe mają swoje ustalone trasy i godziny wędrówek. Jadąc autem nigdy nie można być pewnym, czy za najbliższym zakrętem nie czai się taka dodatkowa przeszkoda, spotkanie z którą można przypłacić poważnymi uszkodzeniami samochodu lub ciała. Z drugiej strony jazda slalomem wychodzi wszystkim kierowcom nadspodziewanie dobrze, o czym może świadczyć fakt, że przez cały pobyt w Gruzji widziałam tylko dwa wypadki z udziałem krowy. W celu utrzymania tej pocieszającej statystyki pozwolę sobie w tym miejscu powtórzyć główną zasadę- niezależnie od prędkości poruszania się, krowę zawsze omijamy od strony zadu, bo zwierzęta te nie mają zwyczaju się cofać, mogą co najwyżej stanąć w miejscu.



Gruzińskie krowy w ich naturalnym środowisku wiejskim
A tu już krowy wielkomiejskie (Cziatura)
I jeszcze krowa plażowa (Anaklia)

Zasadnicze pytanie: kto ma pierwszeństwo?
Oczywiście pierwszeństwo ma krowa!
Miejscówki nie tylko stojące, ale i siedzące!


Niestety, różnie się to kończy....



Innymi ciekawymi użytkownikami dróg są świnie. Zimą beżowo-różowiutkie, latem najczęściej pokryte grubą skorupą zaschniętego błota, bo błotne kąpiele to ich ulubiona metoda schładzania się podczas upałów. W Gruzji nie ma zwyczaju trzymania świń w zagrodach, chodzą sobie zatem, gdzie akurat mają ochotę, kładą się także w miejscach dowolnie wybranych.  Swobodę poruszania się ogranicza im często zrobiona z patyków "obroża", która ma uniemożliwić im przeciskanie się przez płoty i wchodzenie na ogrodowe grządki. Wychodzi na to, że Gruzini stosują w stosunku do świń dokładnie odwrotną filozofię niż my- to nie zwierzęta zamyka się na określonym terenie, tylko określony teren ochrania się przed zwierzętami. Natomiast z punktu widzenia kierowcy świnia jako użytkownik drogi jest stosunkowo mało niebezpieczna, bo szybko ucieka, najczęściej nie zmieniając obranego kierunku.



Świnia w centrum miasta Zugdidi
Jedna z bocznych (miejskich) ulic

Dzięki takiej konstrukcji świnia nie przeciśnie się przez płot
Świńskie SPA- kąpiel błotna i masaż

A na koniec opalanie :)



Na drogach pojawiają się także biegające luzem konie. Swoboda ich przemieszczania się jest co prawda piękna, ale dla kierowców bywa niebezpieczna, bo nie da się przewidzieć, kiedy i skąd taki rozhasany zwierzak wyskoczy. Na radzenie sobie z nimi na drogach nie ma niestety żadnego patentu poza dokładną obserwacją i szybkim reagowaniem. Pocieszające jest tylko, że koniec zdecydowanie wolą łąki niz drogi i nie ma ich tak wiele jak krów czy świń.



Niesamowity widok wzdłuż drogi



No i mamy jeszcze "gruzińskie hipopotamy", czyli przemieszczające się dostojnym krokiem bawoły. Ich sposób zachowania się jest podobny do krowiego, tyle tylko, że jeszcze bardziej flegmatyczny. Latem spotkać je można prawie wyłącznie zanurzone po rogi w lokalnych bajorkach, bo przez gęste futro cierpią w upały okrutnie. Do kompletu użytkowników gruzińskich dróg dołączyć można jeszcze kozy i owce, te jednak poruszają się stadami i głównie pod opieką pasterzy, więc poza czasowym blokowaniem dróg nie stanowią większego problemu.


Taki widok tuż za zakrętem nieszczególnie cieszy

"Gruziński hipopotam" w pełnej krasie


Takim zachowaniom bawoły zawdzięczają swój hipopotami przydomek


No i co teraz?


Stada najczęściej są pilnowane....

... ale czasem nie....




















Interesują Was inne języki i kraje? Zapraszamy tutaj:

angielski:
W krainie deszczowców: Zwierzęta w irlandzkich przysłowiach
chiński: 
Biały Mały TajfunPodstawowe chińskie zwierzęta I
fiński:
francuski:
Français mon amour: Francuskie idiomy ze zwierzętami
Zabierz swego lwa: Francuski delfin
hiszpański:
japoński:
kirgiski:
niemiecki:
Niemiecki w domu: Zwierzęta domowe w Niemczech
norweski:
rosyjski:
słowacki:
Powiedz mnie!: Zwierzęta po słowacku
szwedzki: 
turecki:
Turcja okiem nieobiektywnym: Trzy zwierzęce symbole Ankary



poniedziałek, 16 października 2017

Jedzonko cz. 8 - chleby, chlebki i placki


Podobno dzisiaj, czyli 16 października, obchodzony jest Światowy Dzień Chleba (World Bread Day). W związku z tym wracam do cyklu o gruzińskim jedzeniu i przedstawiam kilka chlebowych wariacji, z którymi spotkałam się w Gruzji.

Zacznijmy od tego, że chleb w języku gruzińskim nazywa się პური (wym. puri). Określenie to dotyczy zwykłego chleba, w takim kształcie, jaki znany jest nam. Z reguły taki chleb nie smakuje szczególnie dobrze, bo Gruzinom jakby brakowało do niego serca- choć są też wyjątki, bo najlepszy chleb jak kiedykolwiek jadłam pochodził z małej, obdrapanej, rodzinnej piekarni w wiosce Lia w Samegrelo (dla zainteresowanych: piekarnia znajduje się przy głównej drodze na Jvari, po lewej stronie, tuż za skrzyżowaniem drogi na Pakhulani).  

Niesamowitym chlebem jest za to tzw. შოთის პური (wym, szotis puri), nazywany także შოთი (wym. szoti) lub თონის პური (wym. tonis puri). Jest to wrzecionowaty w kształcie wypiek powstający w wielkich glinianych piecach o kształcie kotła. Wyrobione ciasto przykleja się do rozgrzanego boku pieca i w odpowiednim momencie zdejmuje- tak, aby było chrupiące, nawet lekko przypalone, ale nadal zachowało puszysty miąższ. Oczywiście ze względu na kształt z tego chleba nie robi się kanapek, a rwie na kawałki i spożywa jako dodatek do kawałków jedzenia znajdujących się na talerzu. Unoszący się o poranku zapach świeżutkiego chleba był niejednokrotnie głównym bodźcem skłaniającym mnie do zerwania się z łóżka i wyjścia z domu! A potem szybki zakup, odrobina masła nałożona na gorący jeszcze szotis puri i dzień od razu nabierał nowych barw!


Gorący szotis puri sprzedawany jest często bezpośrednio z okna w takich malutkich piekarenkach


Tak wygląda tradycyjny gruziński chleb- pycha! (źródło: internet)


Tak wygląda wypiekanie chleba w tradycyjnym piecu  (źródło: internet)






Innym gruzińskim chlebkopodobnym wynalazkiem jest მჭადი (wym. mczadi). Jest to nic innego jak chleb/placek z mąki kukurydzianej zmieszanej z solą i wodą, z której formuje się małe placuszki smażone następnie na oleju. Mczadi podaje się najczęściej z serem i lobio- potrawką z czerwonej fasoli (więcej o lobio poczytacie TUTAJ). Przyznam, że mnie niespecjalnie przypadły do gustu te chlebki, brakuje im zdecydowanego kolorytu smakowego.



Mczadi- wyglądają ładnie ale nie polecam (źródło: internet)


Podobnie do mczadi wygląda ჭვიშტარი (wym. czvisztari), placek pochodzący ze Swanetii, bardzo popularny także w Samegrelo. Jest on robiony także w mąki kukurydzianej, ale w towarzystwie słonego sera sulguni, mleka oraz jajka. Czvisztari jest placuszkiem bardzo puszystym i bardzo sycącym, trzeba je jeść koniecznie tuż po usmażeniu, gorące. Mniam!


Gorące czvisztari to niebo w gębie! (źródło: internet)



Na koniec jeszcze jedna uwaga- już pewnie zorientowaliście się, że z kuchnia gruzińską należy obchodzić się bardzo ostrożnie. Większość prezentowanych przeze mnie gruzińskich potraw jedzona regularnie to prosta droga do wielu nadprogramowych kilogramów. Ja sama walczyłam z tym problemem (choć z opłakanym skutkiem...), więc ostrzegam- nie próbujcie tego (w nadmiarze) w domu!!!!



 PS- W zestawieniu nie ujęłam chaczapuri, bo choć technicznie jest chlebko-plackiem, ma tyle rozmaitych wariantów, że zasługuje na osobny artykuł- już wkrótce!



czwartek, 5 października 2017

Miejsce, którego już nie ma


Nie tak dawno naszła mnie pewna refleksja odnosząca się do tego bloga: choć nie miałam takiego zamiaru, wpisy i zdjęcia na nim umieszczone stały się kroniką również takich elementów Gruzji, które z biegiem czasu poddane zostały zmianom i które dziś, po kilku latach, wyglądają czy działają już zupełnie inaczej. Gruzja w wielu aspektach idzie do przodu i zmienia się w czasem zaskakujący sposób. W dzisiejszym wpisie nie pojawią się spektakularne szklane konstrukcje ani żadne słynne gruzińskie budowle. Będzie prosto, sielsko, ale klimatycznie, bo chciałabym pokazać jedno z naszych ulubionych miejsc w okolicach Zugdidi, które zapadło nam w pamięć i na długo pobudziło wyobraźnię, a które dziś- jak się okazuje- wygląda już zupełnie inaczej.

Tym miejscem jest Skuri (სქური) - mała wioska, dawne uzdrowisko z wodami mineralnymi położone w północnej części Samegrelo, niedaleko od miasteczka Tsalendjikha (pisałam o nim TUTAJ). Z uzdrowisk niewiele tam zostało, ale leżąca na lekko górzystym terenie okolica jest przepiękna, więc potencjał ma ogromny, a na piknikowy wypad nadaje się idealnie. 


Już sam dojazd do Skuri jest bardzo malowniczy  
Górki robią się coraz wyższe

Jedyny w miarę zachowany ośrodek kolonijno-szkoleniowy


Gdzie strumyk płynie z wolna....


Całkiem miłe okoliczności przyrody ;-)

















A na horyzoncie już prawdziwe, wysokie, ośnieżone góry Kaukazu



Moim ulubionym miejscem w Skuri były ruiny XIII-wiecznego kościółka, które w czasach, gdy wydawano tysiące lari na fontanny, betonowe potworki i inne tego typu atrakcje, stały tam w zapomnieniu i rozsypce. Mimo to miały w sobie "coś" działającego mocno na wyobraźnię, jakieś snujące się w powietrzu duchy dawnych czasów. Z dawnego kościoła ocalała tylko część ścian, łukowate wejście Nawet miejscowi mieszkańcy patrzyli na nas ze zdumieniem, gdy urządzaliśmy sobie sesje zdjęciowe wśród kamieni, a wszyscy zgodnie twierdzili, że z tego miejsca już nic nie będzie. Biało-fioletowa flaga oznaczająca zabytek kiwała się smętnie pośród zarośniętych głazów i nic nie wskazywało na to, żeby ten stan miał się kiedyś zmienić.







 












Impulsem dla napisania tego posta była informacja, na którą natrafiłam przypadkiem, że tego miejsca już nie ma, a dokładniej rzecz biorąc, że istnieje, ale nie w takim kształcie, w jakim je zapamiętałam. Jakiś czas temu pod patronatem ministerstwa Dziedzictwa Narodowego przeprowadzona została jego gruntowna renowacja i obecnie trudno nawet poznać okolicę, bo stoi tam poddany rekonstrukcji, normalny prostokątny zadaszony kościół. Szok to mało powiedziane!!!!


Plakat informujący o planowanej rekonstrukcji

W trakcie rekonstrukcji (źródło: internet)

Prace budowlane trwają (źródło: internet)
Efekt końcowy (źródło: internet)



Jeszcze raz- dla porównania- rok 2014 i 2017 (źródło: internet)